Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Lander jest ranny - powiedział nagle Savage.- Boże Wszechmogący.- On nie żyje! - W głosie jego zabrzmiała skarga i zdumienie: zaledwie kilka sekund temu cała uwaga skupiona była na Grattanie, tylko na Grattanie.McConnell podniósł z trawy rewolwer Landera i odwrócił się od jego ciała, wstrząśnięty, zaskoczony, wypatrując Dannahaya.Ktoś zapalił latarkę, rozległ się gwar zaniepokojonych głosów.Dannahay szedł szybko przez trawnik.McConnell nie czekając, aż się zbliży, zawołał:- Lander dostał.Nie żyje.- Nie żyje?- Z pana stanowiska.- To niemożliwe.- I niech pan spojrzy na jego rewolwer.Niech pan spojrzy na to.- Błyszcząca plamka widoczna była nawet gołym okiem.- Mój człowiek powiedział, że to świetny znak rozpoznawczy.Dannahay powiedział zrozpaczonym głosem:- Cholera jasna.- Jak to się tam znalazło?- Umieściłem tę świecącą plamkę, żeby pomóc Landerowi, jak będzie przechodził koło drzwi.- Pan?- Miało mu to pomóc.- A kto pana do tego upoważnił?- Nikt inny by tego nie dostrzegł, tylko ten, kto szukał broni po wewnętrznej stronie dysku.Tylko Lander.Taka była intencja.- Pańska intencja.- Tak, ale.- I co z tego wynikło?- Popełniłem omyłkę, oto, co wynikło.- Tylko wtedy?- Wprowadziłem też Bookera w błąd.- I pan sądzi, że ja w to uwierzę? - powiedział lodowatym tonem McConnell.W chwilę później Mulholland słyszał, jak Dannahay powtarzał McConnellowi:- Booker nie jest winien, nic a nic.To moja wina, wyłącznie moja.Był wstrząśnięty.Nierealne stały się latarnie migające z różnych stron.Nierealne prymitywne przebrania, zmieniające całkiem wygląd Landera i Grattana.Grattan jęknął i Savage klęknął przy nim; Lander nie wydał żadnego głosu.Ze wszystkich stron skweru słychać było trzask otwieranych okien, zaczęły się też pojawiać słabe światła.Wśród cichego deszczu rósł gwar.Na stopniach ambasady ukazała się jeszcze jedna zapalona latarka i wybiegło kilka osób - wśród nich Noel, Renata Lander i Mary Kay.Biegnąc wołali coś z ulgą, pełni nadziei, u progu radości.Grattan spełnił swoją rolę.A to, co zdarzyło się sprawiło, że Grosvenor Square będzie odtąd synonimem okrucieństwa i bezwzględności.-22:52Dannahay i Knollenberg spacerowali wokół skweru, spuściwszy głowy, z rękami w kieszeniach.Deszcz wreszcie przestał padać, a blask lamp ulicznych odbijał się w chodnikach i jezdniach.Przed pomnikiem Roosevelta nie było już helikoptera ani ciał przy klombach z różami, ucichły krzyki i łkania.Panowała cisza, jakby nic się tu nie wydarzyło, jakby Lander i Grattan nigdy nie żyli.- Kiedyś się zdecydował? - spytał Knollenberg.- W chwili, gdy usłyszałem, że Grattan żąda trzeciego zakładnika.- Dannahay strzepnął palcami.- Właśnie wtedy.- Cholernie ryzykowałeś.- Ryzyko należy do gry.Landera i nas obu.I tak mieliśmy już go w ręku.A dziś w nocy zaciągnęlibyśmy sieć.W ten sposób jednak oddał przysługę swemu krajowi.Mówił o pomyślnie zakończonej tajnej akcji i nie miał zamiaru wyjawiać młodszemu koledze, co robił Lander, uważając za niepotrzebne podkreślanie istoty i rozmiarów jego zdrady i metod, jakich używał, żeby się porozumiewać ze swymi arabskimi mocodawcami.Knollenberg znał mechanizm takich afer.Ale nadal nie zdawał sobie w pełni sprawy, jakie konsekwencje groziły Landerowi.- Czy nie mogliśmy zaczekać? - spytał Knollenberg.- Czy nie mogliśmy go schwytać, jak było zaplanowane?- Oczywiście.Ale istnieje pewien ograniczony kredyt zaufania, jaki ma opinia publiczna w kraju.Pamiętaj, że mieliśmy już w tym roku wystarczającą porcję skandali i zdrad.Szli chwilę w milczeniu, ukazało się kilka gwiazd niezwykle jasnych w spłukanym deszczem powietrzu.Policja zdążyła usunąć bariery, a gapie przychodzili na skwer popatrzeć, co się przytrafiło innym ludziom.- Klęski są własnością publiczną - odezwał się wreszcie Dannahay.- Nie wiesz o tym? A zwycięstwa prywatną.- Do jakiego stopnia prywatną?- Moją i twoją na przykład.- A co z McConnellem?- Trzeba się będzie przed nim bronić.- I to nie tylko przed nim, śmiem twierdzić.- Racja.- Sama obrona może nie wystarczyć - ciągnął Knollenberg, ucząc się przez cały czas od starszego kolegi.- Bez wątpienia racja.- Naprawdę?- Wkrótce będę robić coś innego - powiedział Dannahay.- I gdzie indziej.- Kiedy?- Bardzo wkrótce, Charles.- Obrzucił Knollenberga uważnym spojrzeniem.- Gdybyś wbił sobie w głowę jakąś niemądrą myśl, powiem ci jeszcze jedno.- Mów.- Przez cały czas byłem w kontakcie z centralą i miałem ich pełne poparcie.Wtedy Knollenberg spytał:- A ile byś chciał za swego Forda Mustanga? [ Pobierz całość w formacie PDF ]